czwartek, 4 marca 2010

Lets just breathe.

Niby wiosna, niby 'trza' się cieszyć, a póki co mam ochotę wziąć koło i pierdolnąć się w czoło. Poczynając od sesji, która z niewiadomych przyczyn ciągnie się jak znana i powszechnie (nie)lubiana epopeja narodowa - Moda na sukces, a kończąc na grze w klubie bez przyszłości.
Wszystko się zmienia, nie tylko pogoda za oknem. Los przestaje być przychylny, albo co raz bardziej gmatwa mi codzienność, żeby pierwszego kwietnia powiedzieć 'prima a prilis', patrząc na mnie tymi swoimi wielkimi, zielonymi ślipiami. Trzeba wyczekać, być otwartym na to co chce mi przynieść w swoim wiklinowym koszu pełnym niespodziewanek.
Póki co walczę sam ze sobą, ze swoimi słabościami używając najlepszych metod, zaklęć i mikstur pochodzenia nieznanego mi bliżej. Najlepszym tego przykładem jest nad wyraz wspaniała ocena z ćwiczeń korekcyjno-kompensacyjnych. Cztery-Zero otrzymane od Szanownej Pani DocĘt Irki M., graniczyło z czymś w rodzaju cudu, tudzież wielkiej pomyłki z jej strony. A może to ja jestem taki zajebisty? Też tak myślę.
Śmiesznym jest de la mnie natomiast hystoryja związana z egzaminem biomechanicznym u mistera Polonia w windsurfingu - magiestra o dźwięcznym ptasim nazwisku i imieniu iście szlacheckim - Wojciech. Otóż owy dżentelmen uznał, iż 14 punkcików jest niewystarczająco wystarczające na otrzymanie łaskawego Trzy-Zero, natomiast 0,5 pkt więcej jest zajebistsze i owe zaliczenie DAJE! Muszę niestety zostać w tym kurwidole, domku na kurzej stopce do soboty. Są tego dobre strony, ale może o tym sza.
Łeb poryło mi niemiłosiernie siedzenie na WYKŁADZIE z piłki nożnej u mojego przyszywanego ojca - Macieja. Hu. Diabeł rogaty kazał mi wykorzystywać długopis 1,5 godziny bez przerwy co spotkało się z moim wielkim zdziwieniem i zakłopotaniem. Można nawet ująć, że uderzyło to w moje uczucia, a mój światopogląd doznał otwartego złamania kości piszczelowej, wraz z przemieszczeniem. A do tego prowadzenie zajęć na basenie z grupką dzieciaczków z mojego roku uświadomiło mi , że jestem potencjalnym mordercą, bądź też niewykwalifikowanym adeptem sztuki zwanej wychowaniem fizycznym.
Z owym Maciejem, zamierzam się wybrać na pieszy obóz do Krynicy. Maj terminem ostatecznym, weekend najlepszą opcją dla każdego. Tylko znowu jak do cholery mam dzwonić i rezerwować miejsca dla 15 osób, które raczą wybrać się ze mną na tenże obóz, skoro za chuja nie wiem czy będzie im dane pozostać na drugim roku przez, albo dzięki doc. Irkę i windsurfera Wojtka. Albo przez ich chorobę zwaną - lenistwem, półmózgowiem krętym, bądź tachykardią przedegzaminacyją lub egzaminacyjną. Kurwa jego mać - jak brzmi stare polskie porzekadło.
Paranoi nie brakuje, ale mam nadzieję, że w najbliższym czasie odśnieżą tą zasypaną śniegiem prostą, która już jakby jawi się na horyzoncie. Bądź dobrej myśli naiwniaku...

Byłbym zapomniał. Moje bejbe dorasta! Aż za bardzo. Dopiero miała 13 lat, a tatuś nie może się przestawić. Teraz ma te swoje 18,3 lat i robi się ditry jak dzieciaczki w piaskownicy. A zabrać łopatki przecież jej nie chce. Trzeba ufać, bo komu mam ufać jak nie jej? Amatorka mocniejszych trunków, onegdaj brzydząca się ich i bojąca jak diabeł święconej mąki, dymiąca z ustek swych jak smoczek z bajki Tabaluga. Czarcia córa dosłownie ;) Rozkoszna lansiara, ale za to jaka urocza. Czekam, aż wróci z odległego internatu. Znów pobawimy się w berka w moim mały pokoiku ;)


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz