Powrót na stare śmieci przyniósł mi zdecydowanie więcej radości, uśmiechu i pozytywnego myślenia niż kiedykolwiek. Nawet zbliżający się milowymi krokami egzamin poprawkowy z biomechaniki, czy osobiste zagwozdki, nie są w stanie spierdolić mi dobrego humoru, pogody ducha i świadomości, że czerpie z życia wielkimi chochlami to co najlepsze. Pomysły na kacu w naszym wykonaniu są bardzo prokreatywne. Uczą i bawią jednocześnie. Ganianie z deskami za grubym kotem, rzucanie śnieżkami w siebie z odległości 15 metrów, bez koszulek, przyjmując ciosy, a raczej kulki stojąc nieruchomo (co w rezultacie skończyło się 'małymi' siniakami jak po paintballu), 'opalanie' się 24 lutego na łóżku współlokatora, wyniesionym na taras, siorbanie jabłkowego redsa, sypanie głowy popiołem z papierosów, uznając jako zadośćuczynienie nieobecności na popielcu, słuchanie idiotycznego klipu 'Zodiak na melanżu' przez duże głośniki, mówienie na 'Ty' do starszej właścicielki stancji - Teresy, chodzenie po dachu jej domu, a naszej stancji, tłumacząc się ściąganiem śniegu z dachu, przechodzenie z jednej strony dachu na drugą, skakanie z dachu do usypanej poprzednio zaspy, jedzenie tostów z ketchupem owej starszej Pani, noszenie drewna w wielkiej, ciężkiej skrzyni, upuszczając ją co chwile, żartowanie z Teresą jak z młodszą koleżanką na pewno uznalibyście za coś pierdolniętego, idiotycznego, lub nie na miejscu. Ja cieszę się, że mogę tak spędzać swojego 'kaca', zamiast leżeć w łóżku z butelką wody obok, zrzędzić co minutę jak okropnie boli mnie głowa i porównywać swoją jamę ustną do kapcia. Coś fantastycznego, magicznego, filmowego i ujmującego. Gdyby ktokolwiek z ludzi, których znam bardzo dobrze, patrzył na to z boku - i tak nie zrozumiałby tego.
Uwielbiam tą stancję,uwielbiam ten urok,
uwielbiam tych ludzi!