wtorek, 23 marca 2010

Reborn.

"Everything is different today
I like it like it
I fell very different today
I like it like it (...)"



Przepięknie rozpocząłem nowy tydzień na studyjnej miedzy! Samo zdrowie. Rano zaliczyłem świetny i ożywiający basen, po czym dr Maćko odwołał swe zacne zajęcia z instruktora piłki kopanej z powodu braku uczestników (czyt. uciekinierów). Wcześniej jednak warto nadmienić, iż pochłonąłem pół kurczaczka z Konym. Ku zdrowotności rzecz jasna. Z tym, że dr Maciej nakazał mi zaprzestać konsumpcję z powodu wygłaszania przez jego waszmość ważnego przemówienia. Wróciwszy na stancję poleniuchowałem z chłoposzkami na tarasie, przesłuchałem Lacunę wraz z Arczim, oczywiście popijając pobudzającą Yerba Matę - również ku zdrowotności! Nie tak dawno wróciliśmy z niecki basenowej, chudsi o dobry kilogram, piękniejsi i zdrowsi. Sauna, basen, basen sauna. To jest fantastyczne! Przy okazji dograłem sprawy organizacyjne odnośnie obozu Krynicznego z moim "ulubionym" mgr Szynszylem, zwanym też młodym Paździochem (z racji podobieństwa jegoż papy). Wiemy, że póki co nie wiele wiemy :? Maciej musi wydać ostateczne rozporządzenie - wtedy ruszymy dalej z tym tematem.
Świetny dzień uraczony wspaniałą dietą, ćwiczeniami i ogólnym samopoczuciem, które oscyluje w granicach świetnego. Brak najważniejszego ogniwa, które obecnie rezyduje jakieś 66 km ode mnie. Zasmuca mnie to, ale wiem, że jest blisko mnie. Swoim duchem i myślami. Ja również o niczym innym nie jestem w stanie w tym momencie myśleć. Oby nasze humory zsynchronizowały się. Szaleję, kocham i tęsknię!

I'm spellbound of you!


Babcia wychodzi na prostą. Prawdopodobnie długą prostą, ale to już wielki postęp. Ćwiczy, stara się. Widzę, że jest wielgachny progres. Cieszę się jak mały dzieciak, który niegdyś przesiadywał na jej kolanach zajadając domowe ciasteczka, zachwycał się ugotowaną zupką jarzynową - najlepszą na świecie. Tęsknię za nią. Za babcią z sensie. Chce żeby w końcu powiedziała do mnie "Daruś", uśmiechnęła się, plotkowała na tematy przeróżne, pojechała na zakupy, choćby trwały trzy godziny w sklepie obok. Już nie długo. Wierzę w to! A na zupę jarzynową będę leciał w podskokach w każdą niedzielę! Wracaj, czekamy!

"Without you, I live it up a little more everyday
Without you, I’m seein myself so differently
I didn’t wanna believe it then
But it all worked out in the end
When I watched you walk away
Well I never thought id say
I’m bad
Without you."



niedziela, 21 marca 2010

The Maze.

Potwornie zmęczony, złakniony witamin, minerałów, paradoksalnie z nadmiarem LDL w swoim organizmie kładę się do swojego drewnianego do szpiku łóżka. Zamierzam się przykryć sztywną i ciężką kołdrą, jak stary, poczciwy pies Brutal, którego pochowałem 17 marca tegoż roku wraz z moim stancjonariuszem - Arturem. Brakuje tylko tego łaszącego się cielska, szczekania o piątej rano na przechadzające się za bramą obce psy, oraz całonocnych wędrówek gdzieś po Turaszówce. Czy nie mam skrupułów? Nie sądzę. Podejście moje było jak najbardziej zgodne z moim wewnętrznym głosem, który mówi 'tak', 'nie', 'źle', 'nie etycznie' et cetera. Tylko jakoś tak nieswojo wstawać z samego rana, kiedy dzień należy do iście wakacyjnych w celu pochowania czyjegoś psa. Pierwszy raz czułem się jak grabarz. Z tym, że ciało było bez trumny, a przenosiłem je własnymi rękoma. Grabarz ma lepiej. Zdecydowanie.

Ostatnimi czasy walczę ze sobą, a właściwie z własnymi paranojami - większymi czy też tymi całkiem małymi, z własnymi wywodami, najczęściej zupełnie chybionymi. Nie najlepiej sobie z tym radzę, choć przyznam - staram się. Dziś chyba sobie poradziłem. Pierwszy raz od niepamiętnych czasów. To chyba dobrze? Choć popadam w kolejną obawę. Co jeżeli moje paranoje są prawdziwe? Co jeżeli mam rację, a sam odwodzę się od swoich przekonań i w końcu swojej intuicji. Boję się siebie, boję się o osoby mi bliskie. Nie chcę zniszczyć siebie samego, ale też i bliskich, na których zależy mi równie bardzo, jeżeli nie bardziej. Nie bez powodu jednak dzieje się tak, a nie inaczej i mam tego świadomość. Wierzę w siebie. Tak przynajmniej myślę. I wierzę, że sam skuję tę skałę, dodatkowo zmrożoną...jak ziemia w trakcie upiornej i mroźnej zimy.


"Set me free
if your heaven's a lie
set me free with your love
set me free (...)"



Na pewno wierzę w siebie, jeżeli chodzi o tematykę bardzo bliską memu sercu. Wierzę w swoje piłkarskie umiejętności, wierzę w swój instynkt strzelecki, wierzę w swoją umiejętność ustawiania się, wierzę, że potrafię z zimną krwią wykończyć akcję, choćby była najprostsza (tak, najprostsza), wierzę, że potrafię pokazać kim tak naprawdę jestem na boisku, że byłem i jestem swojego rodzaju wzorem dla młodych - choćby moich podopiecznych. Wierzę, że w końcu zmienię swoje nawyki żywieniowe, wrócę do tematu dietetyki i stopniowo ponownie wdrożę to w swoje życie. Wrócę do dawnej szybkości, dzięki (jak niegdyś) indywidualnym ćwiczeniom, determinacji i woli osiągnięcia czegoś więcej, niż tytuł króla strzelców w lidze "y". Chcę znów wrócić do wielkich meczy w lidze, która jest tak naprawdę adekwatna do moich umiejętności, że przetrwam, że podołam, że udowodnię nie tylko sobie, ale i tym, którzy gardzili mną za to, skąd się wywodzę. Me, myself, and I - tak też będzie! Najbliższy sprawdzian w niedzielę o godzinie 11.00. Czuję się 'w gazie', żądny zwycięstwa, żądny tego, aby być postrachem obrońców, jak to było do teraz, ale ze zdwojoną siłą, żądny aby każdy kto przyjedzie do NASZEGO MIASTA, będzie wracał z podkulonym ogonem i oklapniętymi uszami. Ave {S}, ave ja.

Jutro praktyki z rozdartymi jak stare prześcieradło dziećmi. Nie zostanę nauczycielem. To niemożliwe. Nikomu tego nie życzę. Trenerem, instruktorem - a i owszem! Nigdy nauczycielem wychowania fizycznego. Dopiero teraz, wgłębiając się w struktury, poznając swoje prawa, prawa narzucone odgórnie, programy nauczania, które mają błędy ponieważ...nastąpił błąd w druku, zatwierdzony przez ministerstwo sportu! Czy ktokolwiek jest w stanie to pojąć? Bo ja za skurwego syna. Co chcę w życiu robić, kim chcę być? Chcę być szczęśliwy...no dobra, dalej - chcę być piłkarzem i z tego żyć. Namiastka była, ale...to nie moje ostatnie słowo! Na pewno nie poddam się tak łatwo. Jestem angolem, walczakiem, który nie cofnie się w cień bez powodu. Chyba, że urwą mi nogę wraz z panewką stawu biodrowego i miednicą mniejszą. I to prawą, bo bez lewej sobie poradzę. Chyba.

Moje wywody robią się chyba zbyt psychodeliczne. Przynajmniej dla mnie. Może to dlatego, że straciłem dziś dużo zdrowia i jestem mocno przemęczony. Brakowało mi tego, także wcale się nie gniewam. Z nadzieją na chłeptanie życia każdego dnia i to prosto z kranu, kładę się spać. Charging the battery...


"In this maze
I'm running through the halls of emptiness
In this maze
I can't find the way to get back to the end
In this maze
I'm feeling like I'm stuck inside a cage
In this maze
I won't feel the breeze 'till I break this maze and run"