Nie cierpię końcówek stycznia i początków lutego. Srać się chce dosłownie na samą myśl o zaliczeniach, bieganiem za autografami 'wielkich i wybitnych' i nadrabianiem braków związanych z niekonsekwencją, lenistwem i powszechną chujozą umysłową. Szczęśliwie większość tych formalności mam za sobą. Co gdyby nie moja wspaniała umiejętność improwizowania oraz szeroko poznane techniki zniekształcania rzeczywistości? Byłbym w większej dupie a niżeli jestem obecnie. To buduje.
Szkoda tylko, że przez krakowskie mistrzostwa muszę męczyć się z jakąś wredną strzygą, która łaskocze mnie w gardziel i nie bardzo chce przestać. W same ferie. Ironia losu, god damn it!
Ostatnimi czasy zrobiłem się delikatnie mówiąc przewrażliwiony. Czy to dziwne? Patrząc na to, co się wydarzyło w moim życiu przez ostatnie parę miesięcy to jestem w stanie sam siebie usprawiedliwić. Rzecz w tym, że łapię się na tym, że chwilami staje się nieznośny i przesadzam. Gdyby to jeszcze nikogo nie dotykało to w sumie nie przejmowałbym się. No ale przecież dotyka. Trzeba mi jakiegoś nie chemicznego relanium, które uspokoi moją duszę. Jest cała w bliznach, które są widoczne i pod wpływem zwiększonego ciśnienia, temperatury stają się widoczne i zdaje się, że do mnie mówią. Głupie przypominajki. Tworzą w głowie iluzję bałaganu i nieporządku, a przecież jest tam porządek, ład i spokój. Czasem ktoś upuści kubek z herbatą, albo polecą mu z ust okruchy chleba, ale to przecież żaden kłopot.
Trzeba mi się przestawić. Tylko szramy zostaną. Czy chciałbym żeby ich nie było? Nie, nie chciałbym. Są jak trofea zdobyte na polowaniu. Z tą różnicą, że nie wiesza się ich na ścianie po to aby pokazać wszystkim swoją zajebistość. One utwierdzają mnie w tym, że przeszłość jest prawdziwa. Dzięki nim jestem teraz zdecydowanie bardziej czujny, lepiej widzę przez zarośla, wcale nie muszę obserwować przez lornetkę czy z ambony. Potrafię podejść zwierzynę tak aby jej nie spłoszyć. Staje się co raz bardziej doskonały. Dzięki temu potrafię zdobyć pożywienie, nie chodzę głodny i wiem jak sobie radzić w nie sprzyjających warunkach. Najgorsze, że czasem zdarza się pomylić królika z ryjówką. Jestem tylko człowiekiem, jestem omylny. Sęk w tym aby zminimalizować możliwość pomyłki do zera. Polować tak, żeby nie zostać upolowanym.
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz